Kiepski dowcip

Dałem się wrobić (tzn. sam się wrobiłem, ale nie ma jak to przerzucanie odpowiedzialności i tzw. umieszczenie kontroli na zewnątrz) w robienie czegoś graficznego... i przy tej okazji coś znalazłem ekhm... interesującego:



Ja nie wiem jakim cudem na państwowej uczelni takie rzeczy się robi... jestem ciekaw jak się czuły panie, tfu - lachony - z uczelni w trakcie trwania imprezy. Obawiam się, że podskakiwały radośnie. A my tu o parytetach mamy mówić :) Tak więc na dzisiaj kiepski dowcip, a w weekend więcej wieści ze świata i innych, bo ten tydzień to ja mam przechlapany. Za to ładne zdjęcia R. zrobił i będę z T., A. i B. niedługo wdzięczył mordę na plakatach :)

Radziszewskiej paplaniny

Trwa debata o tym co zrobić z Radziszewską, to znaczy jak zareagować na jej wypowiedzi. Zarówno Homiki jak i InnaStrona proponują wysyłanie listów,

Oburzenie wzbudziła ta wypowiedź:

Elżbieta Radziszewska: Ale ja pani mówię, że ustawa może wejść w życie wtedy, kiedy wnosi w życie wartości akceptowane społecznie. Nie może być tak, że mówimy o tolerancji dla skrajnej nietolerancji, ale również o tolerancji dla rzeczy nieakceptowalnych społecznie. (...) Dzisiaj w Polsce nie ma przestrzeni ani społecznej, ani politycznej na uchwalenie ustawy o małżeństwach dotyczących osób homoseksualnych.

Agnieszka Burzyńska: O związkach, związkach. Nie mówimy o małżeństwach, tylko o związkach.

Elżbieta Radziszewska: Zamiennie środowisko osób homoseksualnych używa obu sformułowań.


i jeszcze kwiatek na koniec:

Pani redaktor, ja się wpraszam częściej, ja chętnie z panią porozmawiam na tematy mniej kontrowersyjne, natomiast dotyczące prawdziwej krzywdy ludzi, bo tam, gdzie jest dyskryminacja, jest krzywda pojedynczego człowieka

To oczywisty przykład na brak kompetencji, oraz olbrzymią ignorancję i unikanie tematów, które mogą się komuś niespodobać , ale przypomnijmy sobie inne wypowiedzi Radziszewskiej. Najciekawsze credo pochodzi z wywiadu przeprowadzonego przez Konrada Piaseckiego:

KP: Pani minister, a czy w ogóle walkę o prawa homoseksualistów, mniejszości seksualnych, uważa pani za swoje zadanie ministerialne?

ER: Tak, ponieważ pełnomocnik do spraw równego statusu prawnego ma pilnować tego, żeby nie był ktokolwiek dyskryminowany z jakiegokolwiek powodu.

KP: Jak słyszę pani pierwsze wypowiedzi, to słyszę tak: "Małżeństwa homoseksualne - nie ma mowy", "adopcja dzieci - nie ma mowy", "związki partnerskie - też nie za bardzo".

ER: Ale to nie ma nic wspólnego z dyskryminacją, ani nie ma nic wspólnego z prawem do równości.

KP: Gdzie jest dyskryminacja homoseksualistów w Polsce?

ER: Na przykład w dostępie do pracy. Nieraz przetoczyła się przez Polskę dyskusja, bo ktoś powiedział, że np. homoseksualista nie może uczyć dzieci w szkole. (...)

ER: Ja osobiście jestem przeciwna, dlatego, że dzisiaj nie ma takiej zgody społecznej. To dotyczy kwestii ideowej, moralnej, etycznej, dlatego wymaga zgody społecznej i poszukiwania pewnego kompromisu. Dzisiaj zgody społecznej na małżeństwa homoseksualne, czy związki partnerskie homoseksualne nie ma.

KP: Politycy zawsze mogą być w awangardzie tej zgody społecznej.

ER: Obiecuję panu, że będę dbać o to, żeby jednak homoseksualiści w Polsce nie byli dyskryminowani.


Na koniec zaś stwierdzenie zwyczajnie kłamliwe: Warto w tym miejscu wspomnieć, że inne środowiska gejowskie niezwiązane z KPH są zadowolone ze współpracy ze mną. Wywiad tutaj.

Taką mamy Rzeczniczkę jak cały rząd mam wrażenie, unikanie odpowiedzi, brak kompetencji do podejmowania decyzji sondażowo niebezpiecznych to chyba najlepiej podsumowuje działania rządu Tuska wobec LGBT. Miejmy nadzieję, że orgi LGBT tym razem wyraźnie zaprotestują przeciwko jej wypowiedziom, choć to też będzie test na ile poważnie są traktowane. Obawiam się rezultatów.

UPDATE. W związku z zapytaniem jako kto wypowiadam się na blogu - członek Lambdy Warszawa, czy jako Abiekt odpowiadam, że nie widzę różnicy - członek może mieć własne zdanie, a zdanie Lambdy jako orga wyraża Zarząd nie szary człowieczek. Tyle.

Lambda Bydgoszcz zarejestrowana!

Szczęśliwie mogę dzisiaj poinformować, że Lambda Bydgoszcz została w końcu wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem 341789. Wielkie gratulacje dla Pawła "FiFi" Fischer-Kotowskiego i całej bydgoskiej ekipy. A czemu się tym podniecam (nie, nie Pawłem - Lambdą Bydgejszcz!)?

Wystarczy przeczytać artykuły: Urzędnicy rzucają gejom kłody pod nogi, komentarz "Gazety" i kolejny tekst o poparciu RPO dla Lambdy Bydgoszcz. Z tych powodów jeszcze raz gratulacje i powodzenia życzę!

Ze świata

Oprah ogłosiła zakończenie swojego talk-show. Protestuję! W 2011 roku po 25 sezonach najsłynniejszy talk-show świata przejdzie do historii. A może to tylko marketingowy chwyt?

W Monako między 20 a 21 listopada na forum IAAF zapadnie decyzja o tym kim jest Carla Semenya - to upokarzające, że o czyjejś płci muszą zdecydować władze światowej lekkoatletyki. Złośliwcy zwracają uwagę, że odbędzie się to w czasie Transgender Day of Remembrance.

Najnowsza okładka Machiny powala. Tutaj można zobaczyć. Matka Joanna od pedałów i ateistów może i jest kontrowersyjna, ale w tym pogrzanym świecie polityki to jedna z niewielu osób, które darzę prawdziwą sympatią.

W San Francisco istnieje "gay sperm bank". Stronę mają fatalną, ale za to idea ciekawa, ja chce coś takiego w Polsce. Oczywiście bym był donatorem, ale chyba tak zestresowanej spermy nikt by nie przyjął (tzn. do dalszych działań ;)

W Polsce nie ma dobrej ustawy antydyskryminacyjnej, a w Tampie objęto właśnie ochroną osoby transpłciowe. Oto różnica cywilizacji?

Czy wiecie, że przy okazji wchodzącego niedługo Traktatu lizbońskiego powstanie też unijna inicjatywa obywatelska? "(...) w ramach której milion obywateli z kilku państw członkowskich będzie mógł wezwać Komisję do przedstawienia projektu aktu prawnego w dziedzinach objętych zakresem kompetencji Unii". Co prawda jeszcze nie ma uchwały na jej temat, ale sam pomysł wydaje się być interesujący w naszym kontekście. Oczywiście kompetencje Komisji nie są zbyt wielkie, ale można by to przemyśleć.

ps. Nasza Sprawa 2 lekko zastopowana - i jak ja mam być optymistą?

Warszawka się bawi!

I po spotkaniu w Delikatesach.TR. Ja to miejsce bardzo lubię zwłaszcza z racji bliskości do domostwa mego, ale i samo spotkanie ciekawe. Miło czasem poczuć się hmmm... jak bohater. O może to jest dobre słowo, bo trochę nad nim myślałem. Fajne jest to, że przychodzą ludzie, których znasz, lubisz, cenisz po to by posłuchać tego co masz i macie do powiedzenia. Za to wszystkim serdeczne dzięki. Tu powinna nastąpić litania - Bee, Stryj, Rohmi, Joaśka od zabitych lesbijek, B., która będzie autorką pewnego dzieła na którego premierę zaproszę w ramach swoich urodzin, Mike - świetny organizator i doskonały partner do szaleństw, Homicza drużyna w postaci Autorów i Autorki książki, A. i B., którzy się zgodzili na mój kolejny szalony pomysł. No po prostu miodzio. Jako odludek i aspołeczne stworzenie tym razem bardzo miło się bawiłem.

Tak więc dzisiaj tekst lanserski z mocnym zabarwieniem osobistym. Odnalazłem zdjęcia Pstrąga z wykładu w Łodzi:



Mnie się podoba :) Na FB można też obejrzeć mini galerię z dzisiejszego spotkania, z której bardzo mi się to podoba:



Pełen profesjonalizm :)

Tak więc czwartek upłynął bardzo spotkaniowo, towarzysko, ale niestety na piątek zapowiada się hardwork, więc może jutro coś o wydarzeniach na świecie, bo mnie to zawsze relaksuje. Póki co serdecznie dziękuję i obiecuję, że już niedługo zaproszę na kilka ciekawych eventów, wśród których będą: pokaz filmu, premiera kabaretu oraz debata o queerze. I to wszystko do przerwy bożonarodzeniowej. Nie ma jak to "warszawka" - zawsze się coś dzieje ;)

Trudne dni

Jest nowy edytor tekstu na bloggerze. Zobaczymy jak to cudo będzie się sprawować, jak coś to wszystkie błędy zrzucam na niego.

Dzisiaj szybki i linkowo bom bardzo zmęczony:

1. Nowy tekst na InnejHistorii. Zapraszam

2. Dwa updety o Naszej Sprawie 2 - mamy już gotowy pozew, teraz jeszcze chwilka pracy i już niedługo składamy do sądu. Cierpliwości :) No i już możemy ogłosić co chcemy w ramach przeprosin... o ile wygramy, w co oczywiście wierzymy.

3. Jak macie fejsbuka to zapraszamy na stronę czwartkowego wydarzenia. No i na samo wydarzenie, które będzie też oczywiście promować miejsce, którego już stałem się miłośnikiem:



4. Na IS info o specjalnej edycji magazynu OUT zatytułowanej OUT100. Padł postulat, żeby zrobić taką listę dla Polski. Zależy jakie kryteria przyjąć, ale na pierwszym miejscu powinien znaleźć się Raczek lub Biedroń. Jak to świadczy o Polsce sami skomentujcie.

5. Ja się już nie mogę doczekać podsumowania rocznego na blogu - zwłaszcza podsumowanie towarzysko-bloggerskie będzie bardzo interesujące - przynajmniej dla mnie. Jako okropny mizogin z góry zakładam dominację jednej płci...

6. Abiekt oprócz Naszej Sprawy 2, projektów w Lambdzie, książki, nauki, ma na głowie pewien raporcik - wiecie jak uspokaja zabawa spinaczem i setką ankiet? Idealne zajęcia na nerwy spowodowane kolejnymi problemami w Naszej Sprawie 2, która ślimaczy się koszmarnie (tego nie mówię jako rzeczniczka prasowa, a jako Abiektówna), co doprowadza mnie do szału, a do tego niektórzy mają zamiar ją jeszcze bardziej opóźnić, chyba że do niedzieli/poniedziałku znajdziemy nowe rozwiązanie. Moja kreatywność niedługo umrze śmiercią tragiczną.

7. Żeby się pocieszyć i z rzeczywistością pobawić jutro Abiekt będzie się realizował jako aktor, ale o tym cicho-sza, a na koniec zapraszam na reklamę:



ps. zapomniałem napisać o czymś z drogi do Poznania. Po czym poznać, że samochodem jadę trzy ciotki? Startują od TokFM, potem leci Chylińska (dramat!), Lady Gaga (na trzeźwo nie wchodzi), potem Radio Maryja i... w Poznaniu już jest TokFM.

Spotkajmy się w Delikatesach!

Gdzie? - Delikatesy.TR (TR Warszawa, ul. Marszałkowska 8, 00-590 Warszawa)

Co? - epicen_tr_um | o warszawie; premiera: 19 listopada 2009 (czwartek), g. 19, wstęp wolny

O czym ? - Debata o stolicy z perspektywy gejowsko-lesbijskiej, do której pretekstem jest HomoWarszawa – pierwszy tego typu przewodnik wydany w Polsce. To nie tylko spacerownik po miejscach, w których bywali i bywają geje i lesbijki, ale także kawał niezwykle interesującej historii naszego miasta. Jak wyglądało życie osób homoseksualnych kilkadziesiąt lat temu? Gdzie mieszkali i bywali znani warszawiacy/znane warszawianki orientacji homo? Dlaczego na pl. Trzech Krzyży palono znicze? Co się działo Pod Messalką? Kiedy i w jaki sposób geje i lesbijki zaczęli/zaczęły tworzyć swoje organizacje? Co społeczność LGBT cieszy, a co smuci w Warszawie?

Spotkanie poprowadzi Mike Urbaniak.

Serdecznie zapraszamy!!

Poznań chyba ma know-how :)

No i w końcu wróciliśmy z Poznania. Na Marsz wybrałem się w towarzystwie M. i M., czyli Homików, a naszymi gospodarzami byli przemili L. i K. Towarzysko oczywiście cała wyprawa niesamowicie udana, ale o tym na koniec.

Abiekt nigdy nie był w Poznaniu, więc oczywiście oglądał szczyty kamienic zamiast gapić się na foczki w Marszu. A foczek trochę było. W ogóle ludzi naliczyliśmy około 700 (policzyliśmy dość dokładnie w dwie osoby, owszem dużo osób się wykruszyło, a liczba ciotek oglądających marsz z chodnika - olbrzymia), co proporcjonalnie było sukcesem. Marsz nie dotyczył tylko gejów i lesbijek, ale tolerancji w ogóle - praw kobiet, osób niepełnosprawnych i tak dalej. To miłe. Wielkim pozytywem był brak platform i samba prowadząca marsz. Minusem - kupy koni, na których jechała policja (jechali przed marszem). Brak platform okazuje się rewelacją i chyba to jest największy kłopot warszawskiej parady... ale może mamy innych więcej? W tłumie można było wypatrzyć stołeczne i nie tylko gwiazdy. Przyjechała grupka toruńska, warszawskie działaczki kapehowe (reprezentacja Lambdy jednak mało liczna), Kraków, Wrocław. Zdecydowanie zgadzam się z opinią Homików - to był najciekaszy, najbarwniejszy marsz w Polsce tegż roku. Zwłaszcza dzięki a)pięknej pogodzie b) tłumowi gapiów c) przejściu przez centrum miasta. Może byśmy tak w Wawie jednak poszli przez Nowy Świat? To zmienia klimat - tęczowy rynek poznański to jeden z najpiękniejszych widoków tego roku.

Z ważnych wydarzeń należy wspomnieć o spotkaniu dawno niewidzianego Tahira i poznaniu Korzennego Piernika, na które od dawna czekałem. Nie było może czasu i sił na zbyt długie debaty, ale dziękuję za poświęcony czas :) Bardzo mnie zaskoczył pewien chłopiec, który dziwił się, że jednak bez czapeczki idę :D Przez cały marsz trochę mnie wnerwiał a trochę fascynował pan zagrzewający do okrzyków. Niespożyta energia, tamburynek, uśmiech ale i lekka przesada chwilami no i nie mogę nie wspomnieć o parasolu P., który przez ponad godzinę był dla mnie drogowskazem w przypadku zagubienia. A no i w końcu poznałem też R. ;) Dzień zakończony długimi nocnymi Polaków rozmowami.

Samo miasto bardzo ładne, pozytywnie zaskakuje choć ta omnikulczykowatość w centrum trochę straszna. Towarzysko - zabawnie, miło, wiele nowych twarzy co dobrze działa na warszawkę, która wsłuchuje się wtedy w troszkę inne problemy niż my mamy. Jak zwykle stanowiliśmy trochę takie egzemplarze z zoo :) O klubach i knajpach nie będę pisał, bo wystarczy tylko powiedzieć - mamy czego zazdrościć Poznaniowi - atmosfera niewarszawska, nienadęta i niewymuszona. Trza pielęgnować takie miejsca.

Na koniec (jestem zmęczony i nic więcej nie napiszę) kilka fotek zrobionych przez L. (w albumie) i Polio (poniżej):





Album ze zdjęciami L:

Bez-ruch

Ministerstwo Finansów opublikowało tegoroczne wyniki organizacji pożytku publicznego w zbieraniu 1 procenta z podatków zapłaconych w 2008 roku. W tym roku po raz pierwszy aż trzy organizacje LGBTQ mogły zbierać pieniądze. Do KPH i Lambdy, które status OPP mają od 2004 roku dołączyła Trans-Fuzja.

KPH za rok 2008 zebrał 59 850 zł (676 miejsce), Lambda 24 916 zł (1416) zaś Trans-Fuzja 1 504 zł (4941). Organizacje LGBTQ razem zebrały 86 270 zł, a na wszystkie OPP wpłacono 380,1 miliona (więcej tutaj).

A teraz tabelka historyczna:

KPH:

2008 - 59 850 (0,015 % z 380 milionów z czego wynika, że przy średniej wpłacie w wysokości 52 zł, na orga wpłaciło 1154 osoby)
2007 - 61 144 (0,021 % z 291 milionów; przy średniej 56 zł - 1091 osób)
2006 - 29 577 (0,028 % ze 105 milionów, przy średniej 65zł - 455 osób)
2005 - 22 465 (0,03 % z 62,3 milionów; średnia wpłat 53 zł - 423 osoby)
2004 - 18 177 (0,04 % z 41,6 milionów; średnia wpłat 61 zł - 297 osoby)

Lambda:

2008 - 24 916 (0,006; 479 osób)
2007 - 22 976 (0,007; 410 osób)
2006 - 17 518 (0,016; 269 osób)
2005 - 11 430 (0,018; 215 osób)
2004 - 4 980 (0,011; 81 osób)

Razem:

2008 - 86 270 (KPH - 69,3%, Lambda - 28,8%, Trans-Fuzja - 1,7%)
2007 - 84 120 (KPH - 72,6, Lambda - 27,3)
2006 - 47 095 (KPH - 62,1, Lambda - 37,2)
2005 - 33 895 (KPH - 66,3, Lambda - 33,7)
2004 - 23 157 (KPH - 78,5, Lambda - 21,5)


Dlaczego tak dokładnie wyliczam te statystyki? Żeby pokazać kilka trendów.

1. Organizacje LGBTQ zbierają coraz mniej pieniędzy w porównaniu do ich ilości
2. KPH po raz pierwszy uzyskało mniej kasy niż rok wcześniej, co wiele może mówić o sytuacji tego orga
3. Jeśli na orgi LGBTQ 1 procent podatku przekazuje według średnich 1500 osób to znaczy, że faktyczne zainteresowanie ruchem jest zwyczajnie żałosne.
4. Mam nadzieję, że pokazałem dzięki tym wyliczeniom, że orgi LGBTQ wcale nie są aż tak bogate jak się niektórym wydaje, bo akurat 86 tysięcy dla trzech orgów to ledwo pokrycie rocznego koszty wynajmu plus waciki.
5. A może po prostu jednak wolicie wspierać biedne dzieci niż średnio zamożnych działaczy i działaczki?
6. Tak czy siak - mnie te wyniki dobiły, wprowadziły w stan osłupienia i ogólnego zamyślenia. A nóż J. ma rację, że trza to pierdolnąć wszystko... oczywiście jeszcze się bronię przed takim myśleniem, ale patrząc na słupki powyżej odnosi się wrażenie, jakby orgi LGBTQ nie miały mandatu społecznego do działania. Jeśli w tym kraju jest milion gejów i lesbijek, 500 tysięcy z nich niech pracuje i płaci PIT-y, to sytuacja 1 procenta dla orgów wygląda żałośnie. A ponoć jest nas 2 miliony...

To mało optymistyczne zestawienie przed poznańskim Marszem, na który się wybieramy i zapraszamy!

ps. a jak ktoś się chce spotkać w Pozku to gg po prawej :)

Problemy z queerem cz. 2

Nie-polityczny queer?

Postanowiłem włączyć się do dyskusji o tym czy teoria queer jest w Polsce odpowiednio obecna i czy ma jakieś przełożenie na naszą rzeczywistość zainspirowany Marcina Teodorczyka krytyką ostatniego numeru InterAlia, gdzie właśnie same pytania zostały zadane a odpowiedzi praktycznie nie znaleziono. Ba! nikt tych odpowiedzi nie chciał nawet dawać. I wcale się nie dziwię. Odpowiedzi powinni dać praktycy przez działanie. Teoretycy do teoretyzowania, praktycy do działania - chciałoby się powiedzieć.

Istnieje coś takiego jak teoria queer. Po kilku latach mówienia i słuchania, co ludzie o tym myślą, kategoria ta straciła na znaczeniu i przestała być polityczna, a stała się bezpiecznym schowkiem dla wszystkich, którzy nie chcą bezpośrednio utożsamiać się z ruchem LGBT. Teraz modne jest być queer – przychodzi chłopiec do Lambdy i ogłasza, że jest queer z taką dumą, jakbyśmy mieli być gorsi, bośmy cioty i lezbiszcza poślednie, z „queerowym” stylem życia niemające wiele wspólnego. Tak więc queer gdzieś się zagubił, stracił znaczenie polityczne, przestał być kategorią ostrą, a stał się kategorią wygodną i prostą. Dlatego polityka queer – próby mówienia heteroseksualnej większości – Jesteśmy inni, odpierdolcie się od nas – nie jest skuteczna. Teraz polski queer nie jest walczący, jest ugodowy – a przynajmniej posługiwanie się tym słowem sugeruje często raczej zgodę na hegemonię heteroseksualną, mentalne niewolnictwo, kalectwo społeczne. Queer miał być przewrotem, miał objawiać się w dragu obalającym kategorię płci, miał być wkurwionym transwestytą rzucającym butami w heteryków, a stał się przyjemnym szyldem, pod którym można organizować wydarzenia kulturalne. Queer przestał być polityką, walką, wkurwieniem. Stał się festiwalem dobroczynności na rzecz wykluczonych. Takiemu queerowi zdecydowane powinniśmy powiedzieć „nie”, choć pewnie nam się to nie uda, gdyż powoli wszystko staje się queer – UFA jest queer, CDQ jest queer, kluby na ul. 11 Listopada są queer – jedno wielkie kłamstwo, uciekanie przed zaszufladkowaniem tworzące nową szufladę – pseudoanarchistyczną, pseudopoliotyczną, queer z pozycji walki przeszedł w Polsce na pozycję ugody. Jeśli teoretykom i teoretyczkom queer niewyobrażalnym wydawało się połączenie queeru z polityką pt. „jesteśmy jak inni”, to niech popatrzą na realizowany obecnie model w Polsce – czemu do dzisiaj nie powstały studia gejowsko-lesbijskie, a queery się panoszą? Bo polityczniej bezpieczniejszy jest queer. Tak naprawdę okazuje się, że najbardziej queer jest właśnie mówienie - jestem gejem, jestem lesbijką. Bo to jest mówienie o Inności, Odmienności, Odmieńcach. Dotykalne, jasne – bez owijania w otoczkę.

Polityka tożsamości stosowana od wielu lat przez organizacje LGBTQ to dla mnie – osoby działającej już od jakiegoś czasu, najpierw słowem, później czynem, a teraz nawet i instytucjonalnie związanej z jedną z dwóch największych orgów w Polsce – kompletna porażka. Generalizuję oczywiście, ale okazuje się, że lepszy dla naszej politycznej widzialności jest jednak wizerunek „pedała z piórkami w dupie” niż grzecznego gejątka obowiązkowo w monogamicznym związku. W swoim towarzystwie ciągle próbuję przełamywać ten wizerunek. Dopiero uczę się (i boję się, że kiedyś się nauczę) słowa „kompromis”. Między kim a kim? Jak mam iść na kompromis z heteroseksualną większością? To znaczy mam im ulec i działać tak jak oni tego ode mnie oczekują? Mam „się podobać”? Niech mnie zobaczą jaki to ja jestem podobny do nich? Taki wizerunek i takie oczekiwania widać chociażby po jedynym „naszym” piśmie – „Replice” wydawanej przez Kampanię Przeciw Homofobii, która co dwa miesiące serwuje nam tożsamościowe teksty, która docenia coming-out, ale tylko „za zgodą”, która publikuje takie wywiady jak ten z Gretą i jej partnerką (która wg prawa jest mężczyzną), w którym pojawiło się stwierdzenie: „Oczywiście jesteśmy niezadowolone, z tego, że pary homoseksualne nie mają w Polsce możliwości zawarcia małżeństwa, ale to nie znaczy, że w proteście i solidarności nie mamy tego robić”. To o czym my tu w końcu mówimy? Niezadowolone? Niezadowolony to ja jestem ze stanu zaopatrzenia w piwo mojej lodówki, czy z pogody za oknem.... Przekaz jest prosty – faktycznie macie kłopocik, ale to nie mój (nasz) problem. Przykładów takich postaw z „Repliki” mogę mnożyć. To jest nasz największy problem – uciekanie od definicji, szukanie dróg prostszych – przebierzmy się w queer i może nas polubią. Pauperyzacja queeru?

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że „środowisko” podzielone jest na dwie części – teoretyków i praktyków. Teoretycy i teoretyczki spotykają się na konferencjach, praktycy też. Tylko na konferencjach praktyków nie ma teoretyków i na odwrót. Parad Równości niech służy za najlepszy przykład – według Fundacji Równości parada ma być apolityczna, choć w tym kraju słowa „gej i lesbijka” są polityczne. EuroPride przejdzie pod hasłem „Wolność!, równość!, tolerancja!”. Wykrzykniki sugerują żądanie lub radosne skandowanie. Nawet zakładając to pierwsze – domaganie się wolności, równości i tolerancji jest niesamowicie zachowawcze. Domagajmy się konkretów, nie abstraktów, domagajmy się małżeństw, związków partnerskich, adopcji dzieci, prawa antydyskryminacyjnego, ścigania mowy nienawiści. To nie są przywileje – to nam się należy jako obywatelom i obywatelkom tego kraju. Nie unikajmy słów „małżeństwo”, „adopcja” – a każdego kto powie, że nie czas na to, że nie ma klimatu - zakrzyczmy. Bądźmy głośni, hałaśliwy, zróbmy ferment. Bez tego fermentu nic się nie zmieni, a wizerunkowe gesty w rodzaju „Najpiękniejsza para” pozostaną puste, nigdy nie przełożą się na rzeczywistość. Tak jak już wspomniałem to nieszczęsne wydarzenie – czemu „Najpiękniejsza para” odbierając nagrodę, nie trzymała się za ręce, nie pocałowała się!? Bo „najpiękniejsza para” doskonale wie, jaki wizerunek geja jest w społeczeństwie akceptowany i tym samym go utrwaliła. Queer ma przełamywać utrwalony porządek. W Polsce jest na to miejsce, pytanie czy są ludzie. I to jest moje wielkie pytanie do queeru – czy są ludzie gotowi być queer w wymiarze polityki konfrontacji, a nie w tym wymiarze, który mamy teraz. Znam kilku, podziwiam ich za to, ale właśnie te osoby najbardziej unikają współpracy z organizacjami LGBTQ – bo one uśredniają, dążą do kompromisów, kierują się polityką pseudo-dobra. A nie walką.

I chyba nie zgodzę się ze stwierdzeniem tandemu Kitliński/Leszkowicz (zdecydowanie najważniejszy tekst tego roku - „Klęska postępowej polityki gender i queer w Polsce?”): W tej chwili, w roku 2009, dwadzieścia lat po zmianie ustroju i pięć lat po wejściu do Unii Europejskiej można stwierdzić, że postępowa polityka gender i queer poniosła w Polsce spektakularną klęskę. Z perspektywy polityki seksualności nasz kraj bardziej przypomina teokrację niż demokrację.

Nie można mówić o klęsce teorii, która de facto nigdy nie weszła w życie. Jak napisał w komentarzu na moim blogu Piotr Oczko: Na gruncie akademickim rządzi dekonstrukcja, a w społeczności LGBT jeszcze przełomu antypozytywistycznego nie było. Tak więc zadanie jakie przed nami wszystkimi (działaczami/działaczkami i teoretykami/teoretyczkami) się znajduje to znalezienie wspólnego języka i odnowienie kategorii queer, by nie była ona ukryciem a odkryciem, nie była poddaniem a rewoltą.
Kończąc, chciałbym zaprosić wszystkich do tej dyskusji, porozmawiajmy gdzie się znalazł queer dzisiaj, czy czasem nie został pożarty przez politykę „normalności”. Bo to by było największą jego klęską.

Zapraszam więc wraz z Homikami i Lambdą Warszawa na spotkanie 19 grudnia o godzinie 18:00 w siedzibie Lambdy Warszawa poświęcone postawionym tu pytaniom. Listę gości i gościń ogłosimy już niedługo.

ps. Abiekt (wrobiony znowu) zabrał głos na demonstracji przeciw ONR-owi(powinno się pisać "został poproszony o zabranie głosu"). Jak na pierwsze wystąpienie na takiej imprezie to oceniam się dość pozytywnie. Miłe słowa Haliny Bortnowskiej po wszystkim wynagrodziły godzinne moknięcie. Rozwijam się, nie ma to tamto :D

Problemy z queerem cz. 1

Pojawił się ważny tekst, tak myślę. Marcin Teodorczyk na Homikach napisał między innymi:

(...) zapraszam publicznie autorów i autorki do podyskutowania o znaczeniu teorii queer dla polskiego ruchu LGBTQ, o szansach, nowej perspektywie, strategiach, pomysłach.


Czuję się przez Autora zaproszony i poproszę o miejsce na Homikach w najbliższym czasie. Póki co krótka refleksja.

W Polsce żaden z modeli konstruowania homoseksualności - tożsamościowy i queer, wbrew temu co chcieliby nasi Autorzy i Autorki z dziedziny queer, nie istnieje. Może od tego warto wyjść? Mam często wrażenie, że teoretycy queer dawno temu przestali być działaczami/działaczkami i teoretyzują w gronie własnym, nie mając nic wspólnego z ruchem. Gdzie dzisiaj - w ruchu - są Sikora, Mizielińska, Kochanowski? Czy są głosami intelektualnymi, którymi zaczytuje się środowisko i jak w przypadku USA i Greenberga czeka na kolejne publikacje? Zdecydowanie nie. Niszowi publicyści jakimi są nasi spece od queeru nie mają najmniejszego wpływu na to co w głowach mają polscy geje i lesbijki. Jaki wpływ na myślenie o nas samych miała przełomowa (dla mnie) książka Jacka Kochanowskiego? A tekst Mizielińskiej o świadomości politycznej lesbijek? Jaką recepcję miał tekst Piotrka Oczko o samcołożnikach, czy teksty Kitlińskiego i Leszkowicza? Można by z tego zrobić niesamowitą antologią tekstów, które przeczytali tylko ci co mieli je przeczytać. Garstka osób, znajomych. To nie jest drodzy Wy moi krytyka tego co piszecie - ba! - rozkoszuję się Waszymi tekstami - to jest stwierdzenie faktu, że w Polsce istnieje pomieszanie pojęć. W Stanach, o czym świetnie można przeczytać w tekście Altmana Homo(Sexual) Liberation najpierw powstało gejowsko-lesbijskie "community", a z niego narodził się "gay liberation front". U nas powstał "front" i "community" w jednym momencie. Nie było czasu na edukację do wewnątrz, na powstanie grup tożsamościowych i queerowych w ramach "community". Wyszło na to, że tożsamościowi nie identyfikują się ze społecznością, a queerowcy są na froncie. Wszystko nam się pomieszało i niestety, a może na szczęście, stworzyliśmy coś co można nazwać "polską specyfiką" - ruch bez zaplecza społecznego. Ruch, który nie ma praw do nazywania siebie "reprezentantami środowiska"... bo nie mamy do tego najmniejszych praw. Nie można reprezentować czegoś co nie istnieje.

Brak środowiska spowodowany jest oczywiście brakiem czasu, tak samo jak kapitalizm powstawał na wariackich papierach tak i front wyzwolenia nie miał czasu na wykiełkowanie ze świadomego politycznie środowiska. Z tym właśnie problemem przychodzi nam się zmierzyć. Może się uda.

ps. jak widać starzy znajomi dotrą i tu. Hania w komencie przypomniała moją pracę dla "Bożej Góry". Abiekt faktycznie kiedyś był a) wierzący b) redagował (naczelnie i już z zaczynającą się postawą agnostyczną) gazetę parafialną (byłem dość kontrowersyjny) c) nawet wtedy krzywo patrzył na krzyże w klasach (w liceum mieliśmy jeden - w salce katechetycznej). Teraz Abiektowi przeszło i woli pisać o kłopotach z queerem i tożsamością niż o kościele, ale niedługo wszystkich zaskoczy pisząc przydługi tekst własnie o tym temacie, ale na to trza poczekać. Póki co tydzień z queere i tożsamością w kilku odsłonach, liczę na dyskusję z Wami :)

Dwa marsze przed nami

Soboty nie są dla mnie dobrymi dniami - zawsze się okazuje, że nie można odpocząć. Dzisiaj zostałem wrobiony w udział w szkoleniu o transach. Na miejscu się jednak okazało, że to był dobry pomysł bo nawet się czegoś nowego dowiedziałem. Niedoreprezentowanie literki L przy niedoreprezentowaniu literki T w haśle LGBT to pikuś. O ile Anię i Lalkę znam od dawna to jakoś nigdy ni było okazji do pogadania o ich problemach. Tak dalej dziewczyny (no i chyba trzeba będzie zmienić 1 procent podatku) :)

Kolejny tekst w Rzepie, ale tego komentować nie będę. Mam nadzieję, że "nasz" pozew skomentuje to za wszystkie czasy. Tym czasem czekam już na Poznań. Po raz pierwszy będę w tym mieście (tylko na kilka godzin, więc A. wybacz, ale zapraszam do Poznania) i od razu na jednym z dwóch najciekawszych marszy w Polsce. Już szukam czapki (Abiekt z nienawiścią myśli o sobie w czapce, nie akceptuje tej części garderoby, gardzi nią i w ogóle ma fobię na tym punkcie). Już się zaczęło dziać w Poznaniu, bo Grobelny wydał zakaz Masy Krytycznej.

HomoWarszawa na 5 miejscu wśród bestsellerów Traffica! Nic dziwnego, praktycznie żadne inne księgarnie nie chciały jej wziąć :( Ale nie poddajemy się i zdradzę, że po cichu rysuje się plan nowej książki tym razem w dużo szerszym gronie, ale jeszcze bardziej rewolucyjnej :)

Poznań to nie jedyny marsz, na który się wybieram. Serdecznie zapraszam na:

DEMONSTRACJĘ ANTYFASZYSTOWSKĄ
która obędzie się w dniu 11. listopada 2009 o godzinie 13.00 przy wejściu do Metra Świętokrzyska.

Nasza demonstracja jest reakcją na coroczne, legalne marsze neofaszystów. W czasie pochodu przez centrum Warszawy skandują oni faszystowskie i antysemickie hasła, nawołując do nienawiści wobec wszystkich, którzy nie pasują do ich wizji „prawdziwego Polaka”.

Jesteśmy oburzeni tym, że władze miasta Warszawy zezwalają na marsze neofaszystów. Zgoda lub nawet tylko bierna postawa wobec tego typu demonstracji prowadzi do przyzwolenia na obecność głoszonych przez nich poglądów w przestrzeni publicznej. Czym to się kończy, możemy w Polsce obserwować od kilku lat. Jeszcze niedawno media regularnie publikowały zdjęcia kolejnych polityków wznoszących ręce w geście „powitania rzymskiego” (które było gestem stosowanym przez nazistów w III Rzeszy i jest obecnie znakiem rozpoznawczym osób o neofaszystowskich przekonaniach), a szefem państwowej telewizji był redaktor gazetki dla nazi-skinheadów.
Gdziekolwiek na świecie neofaszyści demonstrują, w odpowiedzi na ulice wychodzą przede wszystkim zwykli mieszkańcy miast. To właśnie ich udział w kontrmanifestacjach jest dla ludzi zafascynowanych ideologią opartą na nienawiści wyraźnym komunikatem, że dla faszyzmu i jego odmian nie ma i już nigdy nie będzie przyzwolenia i akceptacji.
Dlatego zapraszamy wszystkich mieszkańców Warszawy do udziału w demonstracji antyfaszystowskiej. Pokażmy, że w naszym mieście, jak i w żadnym innym, nie ma miejsca na propagowanie faszyzmu, ksenofobii, antysemityzmu czy homofobii.


Z przyzwoitości powinniśmy się tam pojawić.

Ja mam ostatnio jazdę na tandety sprzed lat... zwłaszcza te bardziej queerowe:



I tym optymistycznym akcentem ogłaszam wieczór nic-nie-robienia!

ps. kolejna orga przyłączyła się mentalnie do Naszej Sprawy 2. Dziękujemy

ps2. jeszcze powinna być polemika z Andrzejem, ale po przemyśleniu niestety muszę się zgodzić. Gdybyśmy mieli w Polsce 10 milionów na lobbing i działania po prostu PRowe to byśmy już może nawet i adopcję mieli.