InnaHistoria.plInnaHistoria.plInnaHistoria to portal mający trzy cele: 1. prezentację wiedzy o historii LGBT głównie w polskim kontekście; 2. prezentacje zasobów bibliotek publicznych i NGOsów w zakresie historii LGBT do 1990 roku włącznie...

Czytaj dalej

Marudzenie o tożsamościMarudzenie o tożsamościO co mi chodzi? O to, czy można kogoś zaszufladkować tylko dlatego, że kochał się z facetem. Jakoś w tych dążeniach politycznych najbardziej niebezpieczną kwestią staje się tożsamość.

Czytaj dalej

Odkryte-zakryteOdkryte-zakryteOni mówią językiem, który uniemożliwia powiedzenie pewnych rzeczy wprost. Dla nich jest to nie na miejscu. To nie są ludzie coming-outów.

Czytaj dalej

"trup...""trup nie należał do żadnej z literackich grup"Mam dość tego cholernego kota co na fejsie nie wie co z sobą zrobić. Polecam coś innego:

Czytaj dalej

Rss

Skanujemy

0

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano piątek, 1 czerwca 2012

Od dwóch miesięcy funkcjonuje w necie portal InnaHistoria.pl, prowadzony przeze mnie we współpracy już z tak dużą liczbą osób, że jestem mile zaskoczony. Głównym zadaniem strony jest stworzenie wirtualnego muzeum LGBT i powoli się to udaje, zwłaszcza w zakresie prasy (skany książek muszą poczekać, bo niewiele tytułów jest w zbiorach organizacji czy dostępnych mi prywatnych zbiorach). Oto co już u nas można przeczytać w zbiorach prasowych:

1. Pierwszy rocznik (1990) magazynu "Okay".
2. Wszystkie numery magazynu "Gazyeta".
3. Wszystkie numery magazynu "O zmierzchu".
4. Wszystkie numery magazynu "Kabaret".
5. Jedyny numer magazynu "Efebos".
6. Wszystkie dostępne numery magazynu "Etap".
7. Wszystkie dostępne numery biuletynu informacyjnego wydawanego przez Andrzeja Selerowicza w latach 1984-1982.
8. Wszystkie dostępne numery biuletynu informacyjnego wydawanego przez Andrzeja Selerowicza w latach 1990-1992.
9. Pierwsze dwa numery magazynu "Inaczej".

Przed nami skanowanie m.in. "Filo", oraz "Magazyn Remick" - chyba pierwszy pornograficzny polski magazyn gejowski. Pracy jest dużo, ale przy dobrych prądach do końca wakacji na stronie znajdą się wszystkie pisma LGBT wychodzące przed 1991 rokiem.

Miłej lektury!

ps. zapraszam też na fejsa.

Parada uciekła

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Do Paradowego zamieszania jestem już przyzwyczajony. To nie była dobrze organizowana impreza gdy robiła ją Fundacja Równości, to nie jest dobrze organizowana impreza gdy robi ją obecny Komitet. Powiedzmy inaczej - to jest (da się!) co raz gorzej organizowana impreza.

Tym razem, w trosce o "nasze bezpieczeństwo" Parada ogłosiła przed chwilą zmianę trasy.


"Nie chcemy, żeby ktoś zakłócał naszą zabawę". To już nie jest eufemizm, to jest jakaś totalna bzdura. Rozumiem, że na innej trasie nie będzie kontrmanifestacji? Parada po to jest by walczyć z przeciwnikiem, by iść - tak jak ma prawo - a nie z obawy przed atakami kulić ogon i iść inną trasą. Mamy prawo do tego miasta, do tych ulic i do ustalonej trasy.

"Omijamy wszystkie niebezpieczne miejsca". Dlatego będziemy szli wśród pustej przestrzeni pomiędzy biurowcami, co ciężko nazwać w weekend "ścisłym centrum Warszawy".

Parada uciekła przed problemem, tak jak ostatnio wszyscy uciekają przed głośnym mówieniem o homofobii, a wybierają jakieś delikatne słówka o "tych fajnych ludziach", czy "tych zagrożeniach". Ewa pyta:

Zmiana trasy pokazuje jedynie słabość - naszą i tych, którzy powinni zadbać o nasze bezpieczeństwo. Swoją drogą, jeżeli na tydzień przed Euro mamy komunikat, że miasto nie potrafi ochronić takiej imprezki jak parada, to ciekawa jestem, jak sobie poradzi przy znacznie większym wydarzeniu. 

To jest dobre pytanie, ale chyba nie w tym leży sedno problemu. Problem polega na tym, że organizatorzy zgodzili się na propozycję policji i mydlą oczy jakimś "zakłócaniem dobrej zabawy". Jakiej do cholery zabawy? Nie pozwalają nam przejść przez miasto i ja mam się z tej okazji bawić? Miasto zachowuje się absurdalnie - zakazywanie zgromadzeń Oburzonym (cokolwiek o nich nie sądzę), teraz to.

A może zróbmy coś queer i zgłośmy w piątek Paradę, która przejdzie tą trasą? Symbolicznie?

ps. Doda jest najważniejsza...

Tydzień Równości vs Pomada

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 31 maja 2012

Program Tygodnia Równości w tym roku marny i nudny:


Cieszą warsztaty w liceach, ale już plan debat taki sobie, do tego właściwie brakuje czegokolwiek bardziej rozrywkowego niż oglądanie dobrze już znanych filmów. Program bardzo "urzędowy", pozbawiony elementu krytycznego, a "debata nt. LGBT" może znaczyć bardzo dużo...

Dlatego bardzo dobrze, że lukę w tym okresie wypełnia Pomada, która proponuje m.in. takie szaleństwa jak:

1. warsztaty o poliamorii
2. dyskusję o lesbijkach w świecie islamu
3. wystawę Marty Bogdańskiej o lesbijkach w Libanie
4. pokaz filmu o Ewie Hołuszko
5. barcamp historyczny
6. imprezę Pomadową po Paradzie

Pomada nie mówi o związkach partnerskich, co akurat mnie dziwi, bo można by podejść do nich krytycznie i rozebrać na czynniki pierwsze, zwłaszcza w kontekście poliamorii. Trochę brakuje też czegoś miejskiego, w końcu na fali krytyki Euro i polityki miejskiej można by sobie porozmawiać. Nie można mieć wszystkiego, a miejsce, w którym odbywa się większość wydarzeń pomadowych - kamienica ochrzczona "Jerozolimą" - zachwyca i zapewne stanie się tego lata jednym z najważniejszych miejsc "do bywania".

W dawnych czasach, tzn przed EuroPride to organizatorzy Parady nadawali ton wydarzeniom w tym okresie, teraz robi to grupa Pomady, ciekawa i ważna zmiana, która pokazuje to o czym co jakiś czas wspominam - zmianę ośrodków budujących ruch LGBT i podział na organizacje-ekspertów i grupy-eventowców.

Pozostaje mieć nadzieję, że Parada Równości będzie liczna i kolorowa. O związki partnerskie zadbają jak zawsze bannery MNW i zapewne politycy i polityczki w przemówieniach na wstępie i zakończeniu. Szkoda tylko, że pewnie nieliczni będą gwizdać i buczeć przy występie Guziała. Polityka w rodzaju "Bogu świeczka, a diabłu ogarek" mi się nie podoba, a gadka Guziała na poniższym filmie to już coś przezabawnego. "Ktoś woli kochać mężczyznę niż kobietę", a dalej wszystko by tylko temat LGBT był jak najmniej widoczny. Tęczowa flaga na Ursynowie mnie nie wzrusza.

Oburzeni

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 30 maja 2012

mnie oburzają. Oto w Warszawie próbuje się wykreować pewną grupę ludzi, która próbuje kopiować zachodni wzorzec "oburzonych" i "okupuje miasto". "Wyborcza" to podchwyciła i zdaje się, że jak czegoś nie okupujesz to nie jesteś trendy. Mam powoli tego dość. Poczytajmy sobie artykuł Wojtka Karpieszuka o "oburzonych":

Odzyskujemy miasto. Od kogo? Od tych, którzy stracili legitymizację, bo rządzą antyspołecznie: prywatyzują stołówki w szkołach, wolą budować stadiony niż mieszkania komunalne. Mają nasze potrzeby gdzieś.

"Nasze". Ale ludzie w tym mieście mają bardzo różne potrzeby. Garstka okupujących, z których robi się medialne show stara się być trendy i nawiązywać do ruchów rewolucyjnych w czasach, które sugerują raczej ostry pozytywizm. Hasła...

"Czy czujesz, że masz wpływ na decyzje podejmowane w twoim mieście? Czy czujesz, że obecna władza zaspokaja twoje potrzeby? Czy chcesz pracować bez prawa do zwolnień chorobowych i urlopów? Czy wiesz, dlaczego wymaga się od ciebie elastyczności?"

Organizatorzy mówią, że protest jest apolityczny. To czemu wśród haseł jest "obecna władza". Czyżby nowa władza miała być lepsza? Protestujący w innych krajach tych złudzeń nie mieli - chcieli zmian w ramach jakichkolwiek struktur władzy. A czy chcę pracować bez prawa do zwolnień i urlopów? Jasne! Chcę po prostu pracować.

Przyznaję, że mam opory przed ruchem "oburzonych", bo oburza ich rzeczywistość, którą zmienić jest nie tylko trudno, ale oburza ich sam fakt, że mając 25 lat nie mają umowy o pracę. Ale dlaczego mieliby ją mieć? Ora et labora. Ja jestem dość konserwatywny w tych kwestiach - rynek jest rynkiem i zatrudnienie na umowę o pracę studenta jest ryzykiem podobnie dużym obecnie jak zatrudnienie osoby w wieku chronionym na takich zasadach. Od kilku lat widzę jak to wygląda w praktyce - albo firma zatrudni człowieka na umowę o dzieło, albo przydzieli tym zatrudnionym już na umowę o pracę dwa razy więcej obowiązków za tą samą lub niewiele większą kasę.

Zabawnie w tym wszystkim wygląda jedna wypowiedź:

Mam prawie 30 lat, a tylko raz przez chwilę udało mi się pracować na etat. A tak, to same śmieciówki . Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, nie stać na kredyt- opowiadał Bartosz Szpilman.

Z tym wynajęciem to chyba trochę przesada, no chyba, że ktoś chce mieszkać sam na 100 metrach, ale "nie stać mnie na kredyt"? No to super! Przecież akurat przeciwko kredytowej manii protestują oburzeni. A mialo być promowanie kooperatyw i samozatrudnienia. Inny uczestnik:


W systemie kapitalistycznym relacje pracownik - pracodawca polegają na tym, że pracodawca robi co chce. Objaśniał: - Relacje te trzeba obalić. Inaczej nic się nie zmieni. Gdybym ja nagle został prezesem banku, to nie wytrzymałbym albo stałbym się skurczybykiem. Taki po prostu jest kapitalizm.

Mam doświadczenia trochę w drugą stronę - gdy pracodawca stara się być miły to pracownicy robią co chcą. Obalenie tej relacji - proszę bardzo, można się samemu zatrudnić.

Zbyt często mam poczucie, że "oburzeni" obok bardzo wielu dobrych i zrozumiałych haseł chcieliby w wieku studenckim mieć komfort pracy jak osoby od nich starsze. Że zamiast pokonywać problemy i szczeble chcą wszystkiego od razu. Nie ma się co łudzić - umowa o pracę jest luksusem, na który nie stać też wielu pracodawców, a jak ich stać, to muszą ograniczać się do niezbędnego minimum zatrudnienia. Ja bym chciał tych ludzi postawić w sytuacji osoby zarządzającej firmą, ciekawe ile czasu by ona przetrwała.

Tak mnie chwyciło na ten temat, bo wkurza mnie, że na fejsie czytam coś takiego:


Mam po tym wrażenie, że "okupacja Warszawy" to raczej event mając na celu sprawdzić odporność urzędników i urzędniczek na wyczyny "tych dobrych obywateli". Tych, którzy "mogą", którzy są "na topie", w Wyborczej. Oburzeni rozgrywają swoją własną bajkę, w której niewiele jest miejsca na poważną dyskusję, a bardzo dużo na medialny lans. Nie o takich oburzonych nam chyba chodziło.

Straszny kapitalista ze mnie wychodzi, ale ja naprawdę bym chciał, żeby okupować Warszawę na co dzień a nie robić z tego jakieś medialne widowisko, o którym po tygodniu się zapomni. Palma okupuje stolicę od lat, Krytyka okupuje, ja okupuję je gdy stwierdzam na pytanie "co to jest bar przyjazny gejom", że jest to  "miejsce, w którym jestem". Możemy robić tak dużo, niekonieczne idąc na codzienny lans w Wyborczej i demonstracyjne łamanie prawa.

ps. jeden z organizatorów "Okupacji" mimo narzekań na straszną rzeczywistość kapitalistyczną chwali się na fejsie nowym rowerem, którym to jeździ szybciej i rower wygląda odpowiednio lansersko by zrobić mu kilka zdjęć.

Czyli co - ubezpieczenie zdrowotne pal licho, rower jest najważniejszy? Nie - lans i próba reprodukcji rewolucji roku 68. Obawiam się, że nieskuteczna.

Zawsze młodzi...

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 27 maja 2012

Na początku myślałem, że to żart. J. powiedziała mi, że powstała grupa "Zawsze młodzi nie hetero", postanowiłem zrobić śledztwo i znalazłem. Powstała organizacja Fundacja "Pryzmat Różnorodności", która wywodzi się nieformalnej grupy "Zawsze młodzi nie hetero". Zdradza to chociażby ich strona internetowa.

Na fejsie doniesiono mi, że jest to kopia zagranicznego pomysłu, który w oryginale brzmiał "Młodzi? Tak! Hetero? Nie!". Cóż - próba tłumaczenia się nie udała i wyszło jak wyszło. Tzn. bardzo źle wyszło. Kult młodości, która musi trwać "zawsze" jest czymś okropnym, gdyż zakłada, że dojrzałość i starość to cechy negatywne. Człowiek musi być "młody duchem" mając 70 lat. A czemu nie może być po prostu "dorosły", "dojrzały", czy nawet "stary"?

Czytam w "Wysokich Obcasach" o Zeldzie Kaplan i - we wcześniejszych numerach - różnych innych starszych paniach o niecodziennych zainteresowaniach modą. Widać, że redaktorki WO same zaczęły myśleć krytycznie - i dzięki bogini - o lansowanych trendach i tym co niekiedy w WO dominuje. Niestety w świecie LGBT do tej refleksji chyba nie dorośliśmy.

Myślę, że jednym z powodów dla których ludzie tak podkreślają "młodość" przeciwstawiając ją "starości" jest fakt, że starzy sami zbyt często deprecjonują młodość i zamiast szukać możliwego dialogu budują mury. Różnorodność, którą w nazwie ma organizacja nijak się ma do adresu strony pod którą mówią o swoich działaniach. Ale ile to już razy pisałem, że ruch LGBT nie jest ruchem nastawionym na refleksję i samokrytykę? Efektem jest to, że nowi aktywiści i aktywistki reprodukują schematy, których przecież gdzieś się nauczyli. I dziwić się później, że w orgach nie ma ludzi 50+. Sami jesteśmy sobie winni.

Wiedeń dla LGBT

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano

Jak już pisałem i jak pewnie widzicie - po prawej stronie reklama Wiednia, który to promuje się jako miasto przyjazne osobom LGBT. Reklama płatna, dochód przeznaczony będzie na InnąHistorię (dyktafon kupimy).  Mnie do reklamy Wiednia nie trzeba przekonywać - byłem, widziałem... Co prawda celem ostatniej wyprawy do stolicy Austrii nie były kluby gejowskie (nie byłem w żadnym), ale poznawanie samego miasta i trochę pracy. Jak piszą w materiale promocyjnym moi zleceniodawcy: Wiedeń w ostatnich latach lat stał się jednym z najciekawszych miejsc na homoseksualnej mapie świata. Oferta cesarskiego miasta w sercu Europy przerasta wszelkie oczekiwania. Obok imperialnego przepychu i ogromnej dawki kultury (ponad 100 muzeów i 27 zamków), także homoseksualna scena Wiednia jest doskonałym powodem, by odwiedzić to miejsce.

Wiedeń to królestwo kawiarni i barów. Wiele z nich powstało specjalnie z myślą o społeczności homoseksualnej. W mieście istnieje wiele klubów (w tym „leather clubs”), saun i dyskotek dla gejów. Panie spotykają się w kawiarniach i na imprezach przeznaczonych wyłącznie dla lesbijek.

Ładnie to brzmi i ładni wygląda. Jednak Wiedeń to po pierwsze miasto Freuda, zabytków, kamienic, knajp wszelakiej maści, Prater i takie tam. Jest mieszczańsko i trochę jak na moją kieszeń drogawo, ale... warto. Owszem, Prater to jedna wielka okropność dla mnie - dzieci, rodziny z dziećmi, dzieci bez rodzin... Darcie ryjów i tandetne utworki, no ale jednak ta inna planeta ma swój sadomasochistyczny urok, który sprawia, że wizyta obowiązkowa.

Ponieważ promujemy tu tęczowy Wiedeń to zapraszam na stronę i fejsa, gdzie sporo informacji i niezły serwis foto. Do tego oferują jakieś konkursy z nagrodami, więc można się pobawić.

W końcu udało mi się zrzucić też zdjęcia z pobytu (prawie rok się do tego zbierałem):







Od razu widać co mnie interesuje... perspektywa :)

ps. tak ten wpis jest sponsorowany :D

Świadkowie

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: InnaHistoria | Opublikowano czwartek, 24 maja 2012

Mam na imię Teofil Kosiński. Urodziłem się pierwszego stycznia 1925 roku w Polsce. Było nas w domu pięć dzieci i moi rodzice. Razem ze mną trzech chłopców i dwie dziewczynki. Mój ojciec był pracownikiem kolei (...) Na początku wojny chodziłem do szkoły podstawowej (...). Miałem bardzo dobre wyniki w nauce, zwłaszcza w śpiewie. Mój nauczyciel mówił, że mam bardzo dobry głos i jeśli będę ćwiczył mogę zostać śpiewakiem.

Na InnejHistorii piszę, że jest byłaby to historia podobna do wielu. I czuję, że mam rację. Świadkowie przeważnie się powtarzają, mówią o doświadczeniach ale i o wiedzy nabytej, reprodukują własne wypowiedzi powielając je i powtarzając. Ta jest inna i dzięki temu ciekawsza. Zachęcam do lektury.

ps. wciąż zachęcam do polubienia InnejHistorii na fejsie - wrzucam tam co jakiś czas ciekawostki z nudnej czynności jaką jest skanowanie materiałów.

Przetrzepać mózgi

1

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano środa, 23 maja 2012

Parada Równości już za dwa tygodnie, a w weekend zaczyna się Tydzień Równości na Ursynowie. Co zabawne organizatorzy dzisiaj dopiero ogłosili, że... ogłoszą plan wydarzeń jutro. Tempo jak z autostradami.

Doskonale za to radzi sobie Pomada, która od dawna ma swój program, a jest on ciekawy, intrygujący, wciagający i angażujący. Mam zamiar pojawić się w kilku miejscach bo jednak trzeba uczestniczyć, choć mam na to ostatnio trochę mało siły...

Na fejsie pojawił się przed chwilą news - w końcu złożono drugi projekt ustawy o związkach partnerskich. Zagranie PR-owe (przed Paradą) czy po prostu w końcu się państwo dogadali? Tak czy inaczej - projekt poleży sobie kilka miesięcy i tylko wydłuży czas rozpatrywania "naszego" projektu instytucji związku partnerskiego z prostego powodu - musi przejść podobną drogę, a projekty będą rozpatrywane wspólnie. Obym się mylił.

Nawet mało rzeczy mnie ostatnio irytuje - ot każdy próbuje coś zrobić, jednym wychodzi to gorzej innym lepiej. Chyba nabieram dystansu do wydarzeń koło mnie. Takie autystyczne to trochę, ale może taki czas. Bo co - mam piać z oburzenia tym, że jakiś tam ksiądz uprawia swoją homofobiczną misję? Albo cieszyć się, że Obama w końcu wprost powiedział to co myślał? Albo, że Żakowski miło pisze o gejach a niezbyt miło o prasie relacjonującej krakowski marsz? Mógłbym, ale wszyscy wiemy co powinniśmy myśleć. Czas na zmiany w myśleniu. Pomada nam w tym pomoże.

Mamy też pierwszy klip "W związku z miłością". Póki co zajawka strony z (przepraszam) irytująca mnie muzyką. Liczę na to, że kolejny już będzie bardziej płciowy i tematyczny:



Ciekawe jest zestawienie sposobu komunikacji między tym co było gdy startowaliśmy z MNW a z tym co jest teraz. Wtedy był wkurw pedałów, lesb, transów i heteryków. Pojawiło się kontrowersyjne "żądamy", a nie "prosimy". Teraz trochę jak ta Yga - jesteśmy herbatą z malinami, mamy ładną zastawę, laptopa i tak ogólnie to nam dobrze. Nie jestem - co stali czytelnicy i czytelniczki bloga wiedzą - miłośnikiem martyrologii, ale jestem miłośnikiem mówienia głośno i wprost. Twórcy "W związku z miłością" piszą na stronie [nie da się zlinkować konkretnego miejsca, więc klikamy na "O nas"]:

Nasza kampania powstała w ramach działań akcji Miłość Nie Wyklucza, z którą łączy nas wspólny cel - wprowadzenie instytucji związków partnerskich w Polsce.
Z jakiegoś powodu jest to w Polsce kwestia drażliwa, kontrowersyjna, często wzbudzająca negatywne emocje. Dyskusje na temat ustawy o związkach partnerskich wzlatują często na wysokie poziomy abstrakcji, zupełnie gubiąc z pola widzenia perspektywę osób, których takie prawo miałoby dotyczyć. 

"Z jakiegoś", "poziomy abstrakcji" "perspektywę osób".... To są dopiero poziomy abstrakcji.

Ja bym to napisał tak:

Panosząca się w Polsce homofobia sprawia, że temat związków partnerskich jest uważany za kontrowersyjny i drażliwy. Debata na temat ustawy o związkach partnerskich zalatuje seksizmem, maczyzmem, stereotypami i homofobią przez co nie rozmawiamy o rzeczywistych problemach, które mają - szczególnie - pary tej samej płci. Żądamy dyskusji na argumenty oparte na faktach, nie na wyobrażeniach.

Więcej konkretu poproszę. Ludziom w tym kraju trzeba przetrzepać mózgi a nie wspierać ich wyobrażenie, że gej i lesbijka to w mieszkaniach ładnie się komponują z meblami, są jacyś heterycy ich wspierający a do tego są "jakieś powody" dla których ponad 50 procent mieszkańców i mieszkanek tego kraju jest homofobami.

Serdecznie zatem zapraszam na Pomadę, gdzie będzie o "dziwnych" związkach, "dziwnej" historii i jeszcze "dziwniejsi" ludzie.

Gdzie projekt?

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano piątek, 18 maja 2012


Dawno dawno temu wziąłem udział w konferencji prasowej na temat ustaw o związkach partnerskich. Zapowiedzieliśmy dwie propozycje ustaw - umów i związków partnerskich jako instytucji. Pracowaliśmy z sukcesami acz powoli w dużej grupie z udziałem Grupy ds. Związków Partnerskich, posłów/posłanek SLD i Ruchu Palikota. Było nieźle, narobiliśmy się i... jest mi cholernie głupio przed wami.

Projekt ustawy, który promowałem znalazł się w Sejmie dopiero 17 lutego, choć zapowiadaliśmy go dużo wcześniej, trwają jego konsultacje, w których projekt utknął już dwa miesiące temu. Niestety drugi projekt - umów związków partnerskich do dziś nie ujrzał światła dziennego. I to jest fakt o którym możemy i powinniśmy mówić. Bo projekt ten po prostu obiecaliśmy.

Nie mogę ze względu na lojalność napisać czemu ten projekt się w Sejmie nie znalazł, ale - brak ten należy nadrobić jak najszybciej jeśli chcemy by wszyscy, którzy podpisywali się pod tym, że robimy dwa projekty by z nich wybrać najlepsze rozwiązanie (ew. nowy projekt godzący oba), zachowali twarz. Czyli Miłość nie wyklucza, Grupa Inicjatywna, posłowie, posłanki, organizacje pozarządowe.

Obecnie nie mam na to wpływu, ze względu na sprawy osobiste, zawodowe i potrzebę nowych działań wspieram MNW w stopniu ograniczonym - bawię się fejsem i robię grzecznie przelewy. Jeszcze gdy miałem jakiś wpływ na całą sytuację to starałem się dopytywać, co się dzieje z projektem - trochę na marne. Utknął gdzieś. Ale... najgorsze jest to, że de facto skłamaliśmy mówiąc, że projekty są gotowe i "za chwilę trafią do Sejmu". Konferencja w Sejmie została trochę na nas wszystkich wymuszona. Wiedzieliśmy, że projekty są jeszcze w fazie końcowych opracowań, ale ponieważ było wiele głosów by coś o tym w końcu powiedzieć - pokazaliśmy założenia ustaw. Co prawda każdy mówił co innego i nie było jasne, czy ustawy już złożono czy nie. Nie. Prace nadal trwały. Przed ostatnim spotkaniem mieliśmy o nim nie informować. Bo nie wiedzieliśmy jaki będzie jego efekt.

Tego się od początku obawiałem - że wchodząc w relację z polityką będziemy musieli się czasem podporządkować. Ale to podporządkowanie miało swój cel - ustawa, która już została przekazana politykom do podpisów i złożenia jest TĄ ustawą. Tzn.opiera się na pomyśle "Miłość nie wyklucza".

Niestety zamiast zatem cieszyć się, że dzięki miesiącom starań udało nam się osiągnąć jeden z najważniejszych celów dla których powstała MNW - stworzenie ustawy o instytucji związku partnerskiego - musimy zacząć martwić się, że nie spełniliśmy wszystkich obietnic.

Często narzekałem tutaj na brak pewnych standardów - jawności, przejrzystości i dostępu do informacji w organizacjach pozarządowych. Pracując nad ustawami standardy trzeba było obniżyć ze względu na trudne sytuacje, w których chyba wszyscy byliśmy. Ale nie można uciekać przed stwierdzeniem bolesnego faktu, że to co obiecaliśmy w styczniu nie zostało zrealizowane do maja. Mea culpa. Choć nie tylko moja - na szczęście.

Ciekawe co na to wszystko Grupa Inicjatywna, której inicjatywa mocno zamilkła? To głównie na ich barkach spoczywało przygotowanie drugiej propozycji ustawy, ale jednak - wszyscy się pod tym podpisywaliśmy. Czas zrealizować obietnice.

Formy przetrwania

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Zakończył się własnie Międzynarodowy Dzień Walki z Homofobią i Transfobią. To taki dzień, w którym jest również Międzynarodowy Dzień Muzeów, dzięki czemu można mieć nadzieję, że homofobia i transfobia w postaci eksponatów trafią kiedyś do muzeum i tam pozostaną.

Złudne to jednak myślenie - oba zjawiska zostaną i będą kultywowane choćby w postaci plemiennych rytuałów. To co mi się dzisiaj podobało to zmiana ibrazka na fanpejdżu Kozłowskiej-Rajewicz:


Brawa się należą. Kozłowska-Rajewicz wydaje się być osobą o wyrazistych poglądach, ale też taką, która zna mechanizmy polityki, o czym świadczy tekst zamieszczony na jej stronie. To dobrze - takiej osoby nam trzeba, co by powstrzymywała nas od rozwalania kompromisów (to nasze zadanie w końcu) a rządzących od... rozwalania kompromisów. Negocjatora. I w tej roli Pełnomocniczka sprawdza się idealnie.

Tytuł wpisu brzmi jednak "formy przetrwania". Bo i takich form poszukuję. Zastanawiam się co dalej - nieźle mi się powodzi w kilku tematach [życie prywatne zostawmy na uboczu], w kilku gorzej, a w kilku - nie wiem. Wiem, że dzień mi się znowu skurczył, zaczyna się za późno i kończy zbyt wcześnie. Myślę, że trzeba znaleźć swoją niszę i tego poszukuję, czy InnaHistoria jest takim miejscem to się okaże, zapowiada się optymistycznie (nawet bardzo). Jednocześnie czuję potrzebę wyjaśnienia pewnej sprawy, która mi nie daje spokoju. Sprawy ustawy. Chyba zrobię sobie kolejny wpis.

Przetrwać - do czego? Po co jesteśmy i o co walczymy?  Z kim i dla kogo? Dzień Walki z Homofobią to powinien być trudny dzień dla działaczek.